HomeNajnowszeWiadomości główne

Stulatek z Auschwitz nadal walczy o prawdę

Stuletni były więzień Auschwitz znów walczy w sądzie o prawdę. Stanisław Zalewski chce w Polsce przeprosin od niemieckiego wydawcy za kłamstwo o „polskim obozie zagłady” w Treblince. Sąd w Warszawie odsyła go po te słowa do Niemiec. Sprawa kasacyjna trafiła do Sądu Najwyższego.

Amerykanie zastąpili dobry tytuł złym
„New York Post” poprawił błąd
Szef FBI: Żałuję, że powiązałem w mojej wypowiedzi Polskę z Niemcami

Kiedy oglądamy w polskiej telewizji filmy dokumentalne o niemieckich obozach zagłady, wybudowanych przez okupantów w Polsce, zawsze budzi się w nas przerażenie, czasem gniew. Każdy zadaje sobie pytanie, jak można było dokonać ludobójstwa na tak masową skalę. Jak można było z mordowania milionów ludzi różnych narodowości i wyznań stworzyć przemysł pogardy dla ludzkiej godności i ludzkiego życia?

Niemcy starali się zatrzeć ślady swoich zbrodni, kiedy obozy były wyzwalane. Do tej pory żyją jednak ostatni świadkowie tej potwornej historii. Jednym z tych nielicznych jest Stanisław Zalewski. Ma 100 lat i nadal ma widoczny, wytatuowany na ręce numer obozowy. I nadal musi walczyć o prawdę!

Może budzić niedowierzanie, że od lat bezskutecznie walczy o to, żeby w niemieckich gazetach przestano pisać o „polskich obozach”. Na kolejnych rozprawach sądowych domaga się przeprosin. I choć sąd niedawno przyznał mu jako zadośćuczynienie za niemieckie kłamstwa 50 tysięcy złotych, to nadal nie usłyszał zwykłego „przepraszamy”!

To dlatego, jak informują redakcję „Gazety Olsztyńskiej” prawnicy ze stowarzyszenia Patria Nostra, sprawa wytoczona przez Stanisława Zalewskiego niemieckiemu wydawcy „Mittelbayerische Zeitung” znowu trafiła do Sądu Najwyższego. Olsztyńscy prawnicy złożyli kasację. Chodzi o rozstrzygnięcie, czy o przeprosinach może decydować polski sąd.

– Sprawa trwa od 2017 roku. Pan Stanisław żądał w pozwie trzech rzeczy. Po pierwsze przeprosin. Po drugie zakazu używania kłamliwego zwrotu. Po trzecie 50 tysięcy złotych na cel społeczny, dla Związku Byłych Więźniów, którego jest honorowym prezesem – relacjonuje nam mec. Lech Obara z Olsztyna.

Dodaje, że Sąd Apelacyjny w Warszawie uznał, iż polski sąd może zająć się tylko tym trzecim punktem, czyli pieniędzmi. Po przeprosiny i zakaz używania zwrotu „polski obóz zagłady” odesłał do sądu w Niemczech.

– Sprawa przez te lata przeszła przez wszystkie instancje sądowe w Polsce. Sąd Okręgowy w Warszawie początkowo uznał, że polskie sądy mają jurysdykcję do rozpoznania sprawy. Tak jak uznały sądy we wcześniejszych sprawach przeciwko ZDF, „Die Welt” i „Focus Online” – przypomina adwokat ze stowarzyszenia Patria Nostra.

Jednak w sprawie Stanisława Zalewskiego Sąd Apelacyjny nabrał wątpliwości i – ku zaskoczeniu 100-letniego byłego więźnia niemieckiego obozu zagłady – o drogę orzekania zapytał Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. A TSUE uznał, że choć polski sąd może przyznać finansowe zadośćuczynienie, to przeprosin i zakazu dalszego nazywania obozów zagłady „polskimi” można się domagać jedynie tam, gdzie siedzibę ma wydawca używający kłamliwych określeń, czyli w Niemczech.

Stanisław Zalewski i jego pełnomocnicy nie odpuścili. Wcześniejszą kasację poparł rzecznik praw obywatelskich. To wówczas Sąd Najwyższy polecił sądom w Warszawie jeszcze raz sprawdzić, czy zakłamywanej prawdy nie da się jednak objąć polską ochroną. Teraz do sądu trafiła kolejna kasacja.

– Nasza obecna kasacja jest precedensem. Dlatego to tak ważna sprawa – tłumaczy „Gazecie Olsztyńskiej” Lech Obara. – Dotyczy potencjalnych przypadków, w których Polacy dotknięci zakłamywaniem historii przez zagraniczne media powinni mieć realny dostęp do ochrony sądowej, występując przed polskimi sądami, nawet jeśli publikacja pochodzi od zagranicznego wydawcy – podkreśla.

Zdaniem adwokata z Patria Nostra domaganie się przeprosin nie musi mieć „globalnego” charakteru. Pełnomocnik byłego więźnia Auschwitz twierdzi, że sąd może dostosować ich treść, formę i sposób publikacji do zakresu swojej jurysdykcji.

W tle jest historia Karola Tendery, innego więźnia Auschwitz. Wygrał z niemiecką telewizją ZDF, ale nie doczekał wykonania wyroku w Niemczech. Teraz podobnie zegar tyka przy sprawie Stanisława Zalewskiego. I od decyzji Sądu Najwyższego zależy odpowiedź na pytanie, czy ostatni świadkowie zbrodni w niemieckich obozach zagłady doczekają sprawiedliwości, czy też prawda o nich zostanie zatarta, tak jak próbowali to robić Niemcy, mordując świadków swoich zbrodni.

– Pan Stanisław kilka miesięcy temu skończył 100 lat. Razem z nim czekamy, żeby sprawiedliwość wsparła prawdę – stwierdza mec. Lech Obara.

Jan Berdycki

COMMENTS

WORDPRESS: 0
DISQUS: