Rosja powinna bardzo jasno sformułować nasze cele i zadania bez oglądania się na prawo międzynarodowe. Skoro Rosja mogła zaatakować Ukrainę, to dlaczego "kierując się tymi samymi przesłankami", nie możemy rozpocząć tego w innych punktach naszej strefy wpływów?”
Kto pyta? Władimir Sołowjow. To jeden z najbardziej wpływowych i rozpoznawalnych propagandystów Kremla, dziennikarz i prezenter telewizyjny, od lat pełniący rolę nieformalnego „głosu wojny” w rosyjskich mediach. Prowadzi flagowy program publicystyczny „Sołowiow Live”.
Sołowjow nie jest jednak zwykłym komentatorem. W rosyjskim systemie medialnym ma za zadanie między innymi przygotowywania opinii publicznej na możliwe decyzje polityczne lub militarne Kremla. Używa do tego radykalnego języka i wypowiada radykalne poglądy. grożąc na przykład krajom NATO rozszerzeniem konfliktu.
I tak należy odczytywać jego słowa o tym, że Rosja powinna zastanowić się nad swoją „strefą wpływów” i możliwością przeprowadzenia nowych „specjalnych operacji wojskowych”.
„Musimy ignorować prawo międzynarodowe i porządek. Jeśli w celu zapewnienia naszego bezpieczeństwa narodowego rozpoczęliśmy specjalną operację wojskową na Ukrainie, to dlaczego nie możemy podjąć analogicznych działań w innych krajach wchodzących w naszą sferę wpływów?” — stwierdził Sołowjow w swoim show.
„Sytuacja w Armenii jest dla nas znacznie bardziej krytyczna niż to, co dzieje się w Wenezueli. Utrata Armenii stanie się poważnym problemem. Problemy w naszej Azji, zwłaszcza w Azji Środkowej, mogą mieć dla nas kolosalne konsekwencje” — doprecyzował.
Armenia, dotychczasowy sojusznik Kremla ostatnio rozluźniła związki z Moskwą. Podpisała też pod egidą USA porozumienie pokojowe z Azerbejdżanem.
Pikanterii tej wypowiedzi dodaje to, że Rosja nie graniczy z Armenią, której sąsiaduje z Turcją, Azerbejdżanem, Iranem i Gruzją.
Igor Hrywna
Rosyjski generał straszy nas leszczynami

COMMENTS