HomeDezinformacjaNajnowsze

Trują nas małymi dawkami. A kiedy trucizna dotknie cały organizm, będzie już za późno

"Obecnie znajdujemy się w sytuacji, w której Rosja prowadzi przeciwko nam atak informacyjny, a my nie jesteśmy w ogóle chronieni. To tak, jakbyśmy stali na polu bitwy jako bezbronni cywile, a ktoś do nas strzelał" - przekonuje Anna Mierzyńska, ekspertka od dezinformacji.

Obozy zagłady nie znajdowały się w Polsce
Głód: narzędzie dezinformacji
Jak nie Rosjanie, to kto?

„Państwo nadal nie robi wystarczająco dużo, aby zwiększyć świadomość i wiedzę obywateli na temat dezinformacji. Mam wrażenie, że wielu polityków najwyższego szczebla nadal nie do końca rozumie skalę zagrożenia. Jest to broń, której nie widać fizycznie(…) Ale takie oddziaływanie niszczy społeczeństwa. Jakby podawano nam truciznę w małych dawkach, ale przez bardzo długi czas. A kiedy w końcu trucizna przenika do całego organizmu, jest już za późno na reakcję, ponieważ organizm jest już dotknięty chorobą” – przekonuje Anna Mierzyńska, polska analityczka zajmująca się dezinformacją i autorka książki „Efekt niszczący. Jak dezinformacja wpływa na nasze życie” w wywiadzie dla sestry.eu. Rozmawiała z nią Natalia Żukowska.

I dodaje: „Nie staniemy się lepszymi propagandystami lub dezinformatorami niż oni. Ale potrzebujemy skutecznej tarczy ochronnej — i trzeba ją jak najszybciej stworzyć. Obecnie znajdujemy się w sytuacji, w której Rosja prowadzi przeciwko nam atak informacyjny, a my nie jesteśmy w ogóle chronieni. To tak, jakbyśmy stali na polu bitwy jako bezbronni cywile, a ktoś do nas strzelał.

I jest to już kolejny taki ostrzegawczy głos w tej sprawie. Niedawno mówił o tym Michał Fedorowicz z kolektywu analitycznego Res Futura dla TOK FM: „Nie posiadamy żadnych skutecznych narzędzi, które są w stanie nawet nie być do przodu, ale nawiązać jakiekolwiek starcie informacyjne z Federacją Rosyjską.”

To nie „Ukraińcy”, ale „polscy partyzanci”

Głównym celem rosyjskich działań informacyjnych w Polsce nie jest oczywiście wzbudzanie jakiejś sympatii do Rosji. „Nie dajcie się nabrać na rosyjską dezinformację ani propagandę. To nie jest już jak w czasach Związku Radzieckiego, który chciał, żebyśmy go kochali i byli proradzieccy. Dziś Rosja tego nie oczekuje” — powiedział ostatnio bardzo celnie wicepremier i minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. Rosji chodzi bowiem o zniechęcenie Polaków do NATO, Unii Europejskiej i Ukrainy.

W tym ostatnim przypadku kolportowane są różne kłamstwa jak te, że ukraińscy uchodźcy zabierają Polakom miejsca w kolejkach do lekarza czy miejsca pracy, ale też skierowane do konkretnych grup docelowych. W internecie zrealizowano też na przykład całą kampanię mającą na celu przekonanie młodych Polek, że Ukrainki przybywające do Polski „kradną Polkom mężczyzn”.

„Nieustannie obecna jest również narracja, że polskie władze rzekomo chcą wciągnąć kraj w wojnę i że ,to nie jest nasza wojna,. Ponadto od wielu lat w Polsce krążą rosyjskie antyeuropejskie, anty-natowskie i ogólnie antyzachodnie narracje – wszystkie te komunikaty, które mają zniechęcić Polaków do przynależności do UE i NATO, popychać do wyjścia z Unii Europejskiej” – podkreśla rozmówczyni Natalii Żukowskiej.

Kto zdaniem Anny Mierzyńskiej jest najbardziej podatny na dezinformację? To przede wszystkim ludzie, którzy nie ufają oficjalnym instytucjom.

Bardzo dużą grupę osób podatnych na rosyjską dezinformację stanowią środowiska, które w czasie pandemii COVID-19 negowały ograniczenia sanitarne czy wręcz negowały samo jej występowanie. Te środowiska „zostały dosłownie zinfiltrowane przez prorosyjskich aktywistów”. „Dzisiaj te grupy są naprawdę bardzo prorosyjskie, ponieważ lata „małych dawek” tej informacyjnej trucizny zrobiły swoje – zniekształciły ich sposób myślenia” wyjaśnia autorka książki „Efekt niszczący. Jak dezinformacja wpływa na nasze życie”,

„Mamy też radykalne środowiska – radykalną prawicę i lewicę. Obie te grupy są podatne na dezinformację. Ale jeśli w Polsce radykalna lewica jest stosunkowo niewielkim środowiskiem, które nie ma znaczenia politycznego ani społecznego, to radykalna prawica jest dużą grupą o znacznym wpływie, który staje się coraz bardziej widoczny. Rosyjskie narracje są rozpowszechniane właśnie przez osoby należące do tego skrajnie prawicowego środowiska” – dodaje ekspertka.

oprac ih

Anna Mierzyńska: „Trują nas małymi dawkami. A kiedy trucizna dotknie cały organizm, będzie już za późno, aby zareagować”. Rozmawiała Natalia Żukowska.

COMMENTS

WORDPRESS: 0
DISQUS: