Cała filozofia rosyjskiej polityki historycznej jest prosta jak konstrukcja sierpa i młota, czyli radzieckiego godła. To jedna narracja, jeden punkt widzenia i zero miejsca na niewygodne fakty. Zafałszowaną historią Kreml narkotyzuje własnych poddanych. Ale też coraz agresywniej próbuje narzucać własne kłamstwa i przekłamania na temat przeszłości całej Europie.

Historia (polityka historyczna), tak jak niegdyś w hitlerowskich Niemczech czy Związku Socjalistycznych Republik Sowieckich, jest w dzisiejszej Rosji jednym z najważniejszych narzędzi służących budowie niewolniczego społeczeństwa. Ma je ostatecznie przekonać, że Rosja to kraj pełen cnót, na które czyha dekadencki Zachód.
Miedwiediew: Niemcy pchają Polskę do wojny z Rosja
I nie chodzi tutaj o przekonanie „pięknych i bogatych”, ale „niepięknych i niebogatych”. Bo ci pierwsi są mniejszościowymi beneficjentami systemu, więc nie potrzebują ideologii. Za to ci drudzy jak najbardziej, bo dzięki temu ich życie nabiera jakiegoś sensu.
Co gorsza jednak, Rosja z coraz większym powodzeniem prowadzi też konsekwentną ofensywę w sferze pamięci historycznej także poza jej terytorium. Jest ona pisana dla każdego kraju osobno. We Francji to może być utrwalanie mitu o wspaniałej rosyjskiej kulturze, w Niemczech to utrwalanie przekonania, że Polacy to nieuleczalni rusofobi, a w Polsce, że Niemcy i Ukraińcy to po prostu faszyści.
O ile antyukraińska rosyjska dezinformacja jest w Polsce rozpoznawana, to mniej wiemy o udziale rosyjskiej dezinformacji w antyniemieckiej propagandzie. Zresztą rosyjscy politycy używają jej też na wewnętrzne potrzeby. Tak zrobił ostatnio Dmitrij Miedwiediew, kiedyś prezydent Rosji, a od 2020 roku wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej. Otóż jego zdaniem to… Niemcy podsycają w Polsce militarną histerię wobec Rosji. Miedwiediew straszy nas, że jeśli Niemcy znacząco się dozbroją, to wtedy „duch teutoński ustąpi rozsądkowi”, więc Polacy „powinni się zastanowić, przeciwko komu później zostanie skierowana niemiecka broń”.
„Ludobójstwo narodu radzieckiego”
Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa w swoim niedawnym wywiadzie dla rosyjskiej agencji TASS nie pozostawia wątpliwości. Prawdziwa historia to ta, której naucza Kreml. I nie podlega to dyskusji, tak jak „ludobójstwo narodu radzieckiego”, którego dzień w tym roku obchodzono po raz pierwszy. Rosja chce, aby uznało go ONZ.
Czego zdaniem Marii Zacharowej chcą ci, którzy nie zgadzają się z rosyjską wersją historii II wojny światowej? – Oni nie chcą żyć ze świadomością, że przegrali. Nie chcą uznać wyroków Norymbergi. Nie chcą pogodzić się z tym, że nasz kraj zajmuje centralne miejsce wśród zwycięzców. Nie chcą porzucić myśli o przejęciu ukraińskich czarnoziemów, rosyjskiej ropy i gazu czy zasobów Azji Środkowej – przekonuje rzeczniczka rosyjskiego MSZ.
– To globalna strategia kolonialna. Oni uważają zwycięstwo Związku Radzieckiego za coś przypadkowego lub niedopuszczalnego i sądzą, że nadszedł moment, by ten „błąd” naprawić. Chcą dokonać rewanżu, który pozwoli im na nowy podział świata. Ale to im się tylko śni – podkreśla rzeczniczka.
I dodaje: – Dzięki między innymi osobistemu wkładowi prezydenta naszego kraju, Władimira Putina, odzyskaliśmy fakty. Odzyskaliśmy prawdziwą historię II wojny światowej i Wielkiej Wojny Ojczyźnianej.
Putin: Wszystkiemu winna Polska
A te „fakty” są proste jak wspomniana konstrukcja radzieckiego godła, bo z tamtych czasów się zresztą wywodzą. A sprowadzają się do stwierdzenia, że to Anglia, Francja i Polska oczywiście są winne wybuchu II wojny światowej. Bo kiedy ZSRS chciał zaatakować hitlerowskie Niemcy, to te kraje nie chciały współdziałać ze Stalinem.
„Swoją rolę w fiasku rozmów odegrała Polska, która nie chciała żadnych zobowiązań wobec strony radzieckiej. Nawet pod presją zachodnich sojuszników polskie kierownictwo odmawiało wspólnych działań z Armią Czerwoną przeciwko Wehrmachtowi” – oznajmia prezydent Rosji w swoim głośnym tekście „75 lat wielkiego zwycięstwa. Wspólna odpowiedzialność przed historią i przyszłością” z 2020 roku.
„Związek Radziecki, wypełniając swoje zobowiązania międzynarodowe, w tym dotyczące porozumień z Francją i Czechosłowacją, próbował zapobiec tragedii. Polska natomiast, kierując się własnymi interesami, ze wszystkich sił przeszkadzała w stworzeniu systemu bezpieczeństwa zbiorowego w Europie” – pisze. I tylko dlatego zdaniem prezydenta Rosji „Związek Radziecki podpisał traktat o nieagresji z Niemcami – w praktyce jako ostatnie z państw Europy”.
Zresztą to jedno z wielu takich kłamstw. Wspomnijmy tu tylko, że w rosyjskim podręczniku do historii dla 10 klasy jej autor twierdzi, że Armia Krajowa nie prowadziła aktywnych działań przeciwko Niemcom. Na razie oficjalnie Katyń pozostaje jeszcze zbrodnią NKWD, choć i tutaj zaczęły się pojawiać głosy, że to jednak niemiecka zbrodnia.
Historia, która zabija
Aby jednak dobrze zrozumieć, jakie niebezpieczeństwa niesie ze sobą obecna polityka historyczna Rosji, musicie koniecznie sięgnąć po książkę Bartłomieja Gajosa „Historia, która zabija. Polityka historyczna putinowskiej Rosji”. To pasjonująca i fascynująca, napisana w lekki sposób książka, traktująca o śmiertelnie poważnym problemie. – W swojej pasjonująco napisanej książce Bartosz Gajos, jeden z najbardziej kompetentnych znawców tematu, pokazuje, jak Rosja manipuluje historią, aby wykorzystać ją do swoich imperialnych celów. „Historia, która zabija” przekonująco uzasadnia, że przeszłość to wbrew pozorom rzecz śmiertelnie poważna – stwierdza Wojciech Konończuk, dyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich.
Historia bowiem w rękach rządzących Rosją elit stała się narzędziem zbrodni. Nie dlatego, że sama zabija, ale dlatego, że służy do nadawania sensu zabijaniu. I jest bardzo ważnym środkiem służącym do odurzania rosyjskiego społeczeństwa.
„Kreml […] za pomocą polityki historycznej nie tylko odwraca uwagę od realnych problemów dnia dzisiejszego. On także w ten sposób kreuje pożądaną przez siebie przyszłość i kierunek pożądanych przemian. Przeszłość stała się idealnym tworzywem nowej ideologii, bo w przekonaniu Rosjan historia stała po ich stronie przynajmniej przez ostatnich 300 lat, czyli od momentu panowania Piotra Wielkiego (1682-1721). Polityka historyczna w ręku Kremla stała się orężem przeciwko współczesnej epoce” – podkreśla Bartosz Gajos.
Najważniejszym mitem zaś w tej ideologicznej składnicy jest Wielka Wojna Ojczyźniana. „Wielka Wojna Ojczyźniana jako opowieść o niewinnym ZSRR broniącym świata przed największym złem nie tylko mobilizowała do działania. Pozwoliła także utrzymać większość Rosjan w strefie psychologicznego bezpieczeństwa i poczucia, że to oni reprezentują dobro w tym konflikcie. Wielka Wojna Ojczyźniana nie jest tylko przedmiotem upamiętnienia. Ona nadaje sens bieżącym wydarzeniom” – wyjaśnia autor „Historii, która zabija”.
Bo według rosyjskich elit politycznych walka z nazizmem trwa nadal, trwa więc też Wielka Wojna Ojczyźniana. A w niej Rosja odgrywa bohaterską rolę jedynego sprawiedliwego, który swoją ideologiczną legitymację do urządzania świata po swojemu czerpie właśnie z czasów II wojny światowej. Bo skoro wojna z nazizmem trwa, to jeżeli wtedy ZSRS miał rację, to ma ją i teraz. Dlatego Kreml może zaakceptować prawdę o Katyniu, ale już nie o pakcie Ribbentrop-Mołotow.
„Konfrontacja i dekonstrukcja mitu Wielkiej Wojny Ojczyźnianej będzie jednym z najważniejszych wyzwań stojących przed Rosją i jej politykami, jeśli będą chcieli zmienić swój kraj, niezależnie od tego, czy Putina zastąpi postać z obecnej elity i będzie chciała zaznaczyć swoją pozycję i odróżnić się od swojego poprzednika, czy też do władzy dojdą osoby chcące Rosję demokratyzować” – podkreśla Bartosz Gajos.
Igor Hrywna
Gorąco polecam: Bartosz Gajos, „Historia, która zabija. Polityka historyczna putinowskiej Rosji”, Prześwity, 2026.
O autorze książki: Więcej o autorze: www.bartekgajos.pl

COMMENTS